Film o dorastaniu. Trochę banalny, ale dorastanie takie jest. Banalne. Grzeczna dziewczyna, skromna, prymuska, bardzo zaangażowana, z sercem i instynktem do pracy, nagle zmienia życie, plany, zmienia wszystko.
Banalne? Może. Dla mnie tez urocze. Ten film jest listem miłosnym do literatury, do słowa pisanego, metafory, do listu pisanego a nie SMS czy posta w sieci, jest to magicznej więzi między pisarzem a odbiorcą, list miłosny do lat 90, kiedy nie wiedzieliśmy, że za rogiem czeka już rewolucja cyfrowa, która zmieni wszystko. Chcieliśmy się poznać przez słowa a nie emotki. Słowa pisane a nie wyklepywane. Słowa ważne. Przemyślane. Po coś.
To jest historia o tym, ze czasem trzeba wybrać, postawić wszystko na jedną kartę. Banalne? Może. Ale życiowe. Urocze. Ten film, jeśli szukałabym słowa jednego, by go określić, jest uroczy. Ładny. Lekki. Nostalgiczny. To nie będzie katharsis, ale czy wszystko musi nim być? No i Margaret Qualley jest lekka jak piórko, beztroska, ona będzie kiedyś wielka. Ma to coś, co z banału czyni niezapomnianą jakość. Wdzięk. Talent.

#KKPMOVIE
Piekło kobiet
Jaka piękna katastrofa. Pomysł na opowiedzenie o tytułowym piekle kobiet w latach międzywojnia, z widoczną analogią do współczesności jest świetny, gorzej z wykonaniem. Mamy małżeństwo z warszawskich wyższych sfer, on jest wydawcą i dziennikarzem- fantastyczny, wieloznaczny Mateusz Damięcki, ona dziennikarką- Agata Turkot w poszukiwaniu sensu swej roli, prowadzą pismo kojarzące