Dawno mnie w polskim kinie nic tak nie ujęło, nie zauroczyło, nie zachwyciło momentami, jak ten film. W powodzi kiepskich filmów na ważny temat, filmów które są jedynie produktami filmopodobnymi do zarabiania pieniędzy, to jest perełka. Piękna historia miłosna, wzruszająca ale bez emocjonalnego szantażu, przedstawiona z uczuciem, kulturą i świeżością. Trudno się opowiada o narodzinach uczucia, trzeba mieć do tego prawdziwe serce. Przecudnie zagrana jest ta historia, z lekkością i prawdą: Matylda Giegżno, Ignacy Liss i Bartłomiej Deklewa. Świeża krew, młode, niezepsute talenty, brawo! Kiedy trzeba ironiczni, kiedy trzeba nieporadni, prawdziwi. Szczególnie Giegżno, która obserwuje od jakiegoś czasu- to ona zawojowała drugi plan „Kosa”, daje tu autentyczny popis jako niewidoma główna bohaterka. Widzę w niej echa Katherine Ross w Absolwencie, brak napinki, świeżość, spontaniczność, brakuje tego mi coraz bardziej w polskim kinie. Serce bije szybciej, kiedy oglądamy ten film, wzruszenie jest autentyczne. Coraz o to trudniej w świecie klisz i filmów, które nie zostawiają w nas nic poza świadomością straconego bezpowrotnie czasu. #kkpmovie

Udostępnij:

Może Cię zainteresować:

#KKPMOVIE

Piekło kobiet

Jaka piękna katastrofa. Pomysł na opowiedzenie o tytułowym piekle kobiet w latach międzywojnia, z widoczną analogią do współczesności jest świetny, gorzej z wykonaniem. Mamy małżeństwo z warszawskich wyższych sfer, on jest wydawcą i dziennikarzem- fantastyczny, wieloznaczny Mateusz Damięcki, ona dziennikarką- Agata Turkot w poszukiwaniu sensu swej roli, prowadzą pismo kojarzące

Czytaj dalej ⚯