Zaczyna się fantastycznie, jest tajemnica, mrok, coś nieodgadnionego, niebezpiecznego wisi w powietrzu, odkąd (uwaga spoiler) pojawiają się goście, atmosfera najpierw gęstnieje, by pod koniec filmu, po paru widowiskowych scenach, przykrytych przez badziew, przy oglądaniu którego wódz łapie się za głowę i wrzeszczy:WTF!, być jak sflaczała i nieapetyczna sałata.
Ale czy to jest film ewidentnie zły? Nie, warto zobaczyć, ale „nie dowozi” tyle na ile zrobił widzowi apetyt.
Julia Roberts jako klasistowska i rasistowska klasyczna nadęta Bura suka? Pyszne! Koncept tajemnicy, szczególnie po obłędnej scenie na plaży? Fantastyczny! Ludzie odcięci od sieci, czyli regularni debile, którzy nie rozróżniają kierunków, gubią się, durnieją, boją się, bo w ogólnym zdebilnieniu dociera do nich, jak są bezbronni? Świetne. Świat bez Google Maps jako pułapka, do tego śmiertelna, choć nie dla wszystkich? Kupuje. Scena tańca? Świetna, jest w niej ostatnia nostalgia za światem, który właśnie umiera. Dowcip z Teslą, mordercą? Pyszny.
Mój problem z tym filmem polega na tym, że nie wie, czym chce być. Za dużo grzybów w barszczu. Zbyt dużo do przekazania, a zbyt ciekawy początek, by tego nie zauważyć.
Ciekawy znak czasów, że ostrzeżenie przed końcem świata też może być towarem. Człowiek zanim zdechnie sprzeda wszystko. A kasę zabierze ze sobą do grobu.
#kkpmovie @netflixpl

#KKPMOVIE
Piekło kobiet
Jaka piękna katastrofa. Pomysł na opowiedzenie o tytułowym piekle kobiet w latach międzywojnia, z widoczną analogią do współczesności jest świetny, gorzej z wykonaniem. Mamy małżeństwo z warszawskich wyższych sfer, on jest wydawcą i dziennikarzem- fantastyczny, wieloznaczny Mateusz Damięcki, ona dziennikarką- Agata Turkot w poszukiwaniu sensu swej roli, prowadzą pismo kojarzące