Zaczyna się stereotypowo, przynajmniej dla mnie, by pod koniec doprowadzić widza do szaleństwa. To lubię. Jeśli robiłabym ranking najmroczniejszych polskich produkcji, to jest top, tu mrok jest w każdej sekundzie. Zatem jeśli ktoś potrzebuje niezobowiązującej rozrywki na weekend, to doradzam, bo zostanie zalany beznadzieją, brakiem wiary w człowieka, smutkiem.
Helena Zdun, wybitna Małgorzata Gorol, pracująca w niemieckim seksbiznesie, wraca w rodzinne strony, chce spotkać się ze swoją córką, którą przez laty pozostawiła, a która sama jest w związku i jest matką. Córka nie chce widzieć matki. Córka nagle znika. Zostaje jej mąż i syn. Znacie to? Pewnie tak, ale Klangor wybija nas szybko z poczucia oglądania znanej historii.
Bo wszystko zaczyna się komplikować i to bardzo, bo świat, jaki zostawiła za sobą Helena, mocno się zmienił, choć ludzie pozostali nadal małostkowi i często zwyczajnie źli.
Serial jest obsadzony wybitnie, poza Gorol oglądamy Piotra Trojana, Dobromira Dymeckiego czy Jacka Belera. Te postacie lśnią w tej wszechobecnej czerni i beznadziei, to postacie z krwi i kości, za którymi się idzie, choć nie lubimy nikogo z nich. Bo to nie jest serial do lubienia. Przeciwnie. On wkurza, boli i uwiera. Bo zło takie jest, obok aktorów i całej historii, jeden z bohaterów serialu. Dla niektórych może być zbyt ciężki, zbyt mocny i wręcz odpychający. Ale powiem wam tak- zalewa nas taka ilość komercyjnego gówna, z przeznaczeniem dla ludzi z kisielem zamiast mózgu, że taki Klangor jest miła odmianą, która zwyczajnie wierzy w to, że chociaż niektórzy z nas jeszcze mają mózgi, wrażliwość i uczucia.
