W trakcie oglądania tego filmu poczułam fizyczny ból, ponieważ doskonale wiem, o czym jest ta historia. Znam ją na pamięć doskonale i zobaczyłam na ekranie siebie. To historia o śmierci. Umieraniu. O lęku przed odejściem na zawsze. O lęku przed zmianą rutyny, schematu, toksycznego, bo śmiertelnego, ale iluzorycznego poczucia bezpieczeństwa wynikającego z opieki nad kimś, kto umiera, nie ma nadziei, boli coraz bardziej, poniża, uwłacza godności, zabija próby innego życia. Jest to jednak jakaś skała, jakaś wartość, której w sytuacji beznadziejnej, opiekun, ale i odchodzący trzymają się jak rozbitek kawałka tratwy na oceanie. Myślenie o tym, co będzie, gdy to wszystko, ta rutyna się skończy, przeraża.
Ten film wywoła szok. Może i skandal, bo ilość złamanych w nim obyczajowych i społecznych tabu przekracza najśmielsze wyobrażenia nie tylko jak na polskie warunki i mentalność. Ale kiedyś trzeba o tym mówić, otworzyć oczy, przytulić. Na koniec zjeść soczystego arbuza…
No i aktorstwo. Zawsze mówiłam, ze mamy najlepszych aktorów na świecie. To, co wykonuje na ekranie duet Cielecka i Nieradkiewicz to klasa kosmiczna. Dlatego ten film tak dotyka, boli, wwierca się w mózg, przywołuje wspomnienia, strach, ból, ten słodko kwaśny zapach umierania, tę coraz bardziej siną i śliską skórę i te oczy, które już niczego nie szukają.
Chciało mi się krzyczeć.

#KKPMOVIE
Piekło kobiet
Jaka piękna katastrofa. Pomysł na opowiedzenie o tytułowym piekle kobiet w latach międzywojnia, z widoczną analogią do współczesności jest świetny, gorzej z wykonaniem. Mamy małżeństwo z warszawskich wyższych sfer, on jest wydawcą i dziennikarzem- fantastyczny, wieloznaczny Mateusz Damięcki, ona dziennikarką- Agata Turkot w poszukiwaniu sensu swej roli, prowadzą pismo kojarzące