To najlepszy film Netflixa do tej pory, choć jest manieryczny, czasem nieznośny, kiczowaty, przesterowany emocjonalnie, fizjologiczny, momentami lepki od łez, potu i spermy, ale jest JAKIŚ. Ma swoj charakter pisma, fenomenalną wizję całości, aż zbyt wybujałą na domowy ekran, co wydawało się niemożliwe w historii o kobiecie, która „znają” wszyscy. Każdy ma do niej prawo. Jest jego tapetą na telefonie, plakatem nad łóżkiem, wzorem na koszulce. Jest rzeczą, jak była rzeczą dla korowodu mężczyzn, którzy używali jej jak chcieli, gdzie chcieli i ile razy chcieli. „Czytałaś Dostojewskiego, maleńka?”, i ten pobłażliwy ton…była dla nich waginą, zadkiem, ustami, piersiami, ciałem. No i maszynką do zarabiania pieniędzy. Czasem kurwą. Czasem trofeum. Pucharem do postawienia na stole. Nigdy człowiekiem. W tym filmie jest wreszcie kobietą. Nie mizdrzy się, nie walczy o uwagę na siłę, nie jest kolejną wersja popkulturowego kiczu i makatki, wreszcie jest człowiekiem. Skumulowaną emocją. Żyje. Dzięki fenomenalnej Anie de Armas, która tworzy wielką kreację, Monroe dostała tożsamość, osobowość, naprawdę ożyła, jako bohaterka ery buntu kobiet, ery #metoo, kiedy to krzyczy się na ulicach, w mediach, w środowisku filmowym tez o upodmiotowieniu kobiet. O końcu patriarchatu. O końcu rządów sliniacych się dziadersów, którym wydaje się, ze światem rządzi ich przyrodzenie wsadzane to tu to tam, rozdzielające tym samym łaski i splendory. Nic bardziej mylnego. Oglądałam ten dość długi- to jego wada, prawie 3 godziny- film i zastanawiałam się, kim byłaby dzisiaj. Myślę, że byłaby dzisiaj przede wszystkim wolna. Na pewno nie musiałaby być miła i podobać się wszystkim za każdą cenę. Kobiety pokochają ten film, zobaczą w nim siebie, swoje koleżanki, siostry, matki, poczują to, co ona czuła, znają to na pamięć, za dobrze nawet. Wielu mężczyzn go znienawidzi. Bo tez zobaczą w nim siebie. #kkpmovie

#KKPMOVIE
Piekło kobiet
Jaka piękna katastrofa. Pomysł na opowiedzenie o tytułowym piekle kobiet w latach międzywojnia, z widoczną analogią do współczesności jest świetny, gorzej z wykonaniem. Mamy małżeństwo z warszawskich wyższych sfer, on jest wydawcą i dziennikarzem- fantastyczny, wieloznaczny Mateusz Damięcki, ona dziennikarką- Agata Turkot w poszukiwaniu sensu swej roli, prowadzą pismo kojarzące