To jest jeden z tych filmów, który mistrzowsko zwodzi widza, kluczy, serwując niby to prostą z początku historię, która powolutku na naszych oczach zmienia się w koszmar, w którym każda kolejna scena mrozi krew w żyłach coraz bardziej.
Opowieść o systemie, który z jednej strony niszczy, zabija, upadla ludzi, ale z drugiej ludzi w walce z nim uszlachetnia, uczy działania i oporu. Czy to na ulicach, czy w czterech ścianach mieszkania ambitnego sędziego w Teheranie, który niedługo po awansie w pracy, gdy wracał do domu, od razu szedł po prysznic, by zmyć z siebie to, co robił. Potem już tego nie robił. Przyzwyczaił się. Wsiąkł w system.
To jest film niezwykły, wspaniały, przemyślany, według fantastycznego scenariusza, wyreżyserowany i zagrany wybitnie. Dawno nic tak mną nie poruszyło. Dawno nie miałam tylu przemyśleń i nadziei. Bo można człowieka próbować zniszczyć, zgnoić, zastraszyć, nawet zabić. Człowieka tak. Ducha nie.
Pokażcie go politykom i miliarderom, którzy rządzą światem. Niech sobie nie myślą, że wygrają.
W lutym w kinach.
Idźcie.

#KKPMOVIE
Piekło kobiet
Jaka piękna katastrofa. Pomysł na opowiedzenie o tytułowym piekle kobiet w latach międzywojnia, z widoczną analogią do współczesności jest świetny, gorzej z wykonaniem. Mamy małżeństwo z warszawskich wyższych sfer, on jest wydawcą i dziennikarzem- fantastyczny, wieloznaczny Mateusz Damięcki, ona dziennikarką- Agata Turkot w poszukiwaniu sensu swej roli, prowadzą pismo kojarzące