Po prostu świetny. 15 godzin z dyżuru oddziału ratunkowego w szpitalu w Pittsburgu. Tyleż odcinków, od których nie można się oderwać, bo to jest po prostu zrobione wybitnie, z dbałością o widza, o to, by go przy ekranie przytrzymać mądrze, dając mu nie tylko pustą rozrywkę, o której zapomną. Bałam się go oglądać, bo myślałam, że to kolejny, nudny medyczny serial, kolejny ER, ale kiedy usiadłam do obejrzenia pierwszego odcinka, wpadłam po uszy. Tu nie ma jednej nieciekawej postaci, jednego złego dialogu, czujemy się częścią zespołu lekarzy, stażystów, pielęgniarek, żywych ludzi, którzy mają ciężką prace, walczą o życie pacjentów, o swoją przyszłość, mają rodziny, marzenia, życie. Są i pacjenci, bardzo różni, z chorobami w różnym stadium, trzeźwi, pijani, swawolni i bezczelni, przede wszystkim bezradni, potrzebujący pomocy i jeśli myślicie, że widzieliście to już przecież milion razy, to nic bardziej mylnego. Bo tę z pozoru znaną historię udało się pokazać w nowy sposób. Bo tu jest przede wszystkim wybitny scenariusz, doskonale przeniesiony na ekran, mamy żywe postacie, lekką dawkę edukacji, sarkazmu, humoru, strachu i przerażenia. Kiedy trzeba jest trudno, krwawo, a kiedy trzeba uśmiechamy się pod nosem.
Wszelkie zachwyty nad tym serialem nie były przesadzone. Drugi sezon już jest
Serial na HBO
